Jelcz ogórek i jego charakter

Autobusy te, choć może i nie wstrząsnęły światem, odcisnęły w naszym życiu głęboki ślad. Były trwałe, zwinne, proste konstrukcyjne i niezwykle wydajne. Jednocześnie tandetne i pospiesznie wykonanie bardzo skrzywdziło ten projekt.

Konstruktorzy Skody przy wątłych środkach opracowali bardzo ciekawe i w dobrych proporcjach nadwozie, mimo iż narzucone warunki techniczne pokaźnie ograniczyły ich inwencję. Tym niemniej jak na ówczesne czasy, autobus po prostu był ładny, wytrzymały i w miarę przyjazny dla mechaników. Ludzie lubili Jelcze, ponieważ przytulne wnętrze było znacznie bardziej zapraszające niż w Chaussonach, a także sporo większe niż w Ikarusach 620. Tandetną blachę zamieniono na obicia z płyty laminowanej, wykonano duże klapy nawiewu w dachu (dodane z resztą przez polskich konstruktorów w Jelczu) powodujące względną świeżość w środku pojazdu, natomiast przyzwoite okna optymistycznie doświetliły wnętrze, mimo modnego w tych latach dachu o obłym kształcie. Jednak najważniejszy był bezpośredni kontakt z kierowcą, a także miejsce dorosłego pasażera obok charakterystycznej pokrywy silnika. Wszyscy marzyli aby tam sobie posiedzieć. No i stacyjka, i ten zegar w kolorze kości słoniowej...

Jak na ówczesne czasy ponadczasowy kształt autobusu, w większości pozbawiony pretensjonalnych, chromowanych dekoracji oraz udziwnień, zgodnie z wytycznymi władz, doskonale wpisał się w polski mozaikowy krajobraz. Syndromem wielkości miast polskich był wtedy właśnie "Ogórek". Do pracy, do domu, do szkoły do miasta, na wycieczkę – tylko Jelcz był w modzie.

Dzisiaj kochamy go za ducha przodków, którzy licznie nim podróżowali, za nasze dzieciństwo, za specyficzny odgłos silnika, za duszę tablicy przyrządów porównywalną do "Garbusa", za wytrwałość w obsłudze naszych miast i wreszcie za obecność na dziesiątkach pocztówek i filmy w których grał. Pozostał ikoną lat 60-70.

OGÓLNIE

alt Jelcz MEX272 #2310, Plac postojowy na Woronicza w 1970 roku. Zdjęcie ze zbiorów Piotra Bożyka

Oryginalny Jelcz MEX 272/AP02/AP021 pomalowany był na kolor pomidorowo-śmietankowy. Błyszczał pięknie wyjeżdżając z fabryki, jednakże słabej jakości lakier wkrótce stawał się matowy, a plastikowe klosze lamp czerniały. Naprawy bieżące wobec powyższego były więc powszednie. Malowano szybko, często ukradkiem, a o naprawie gwarancyjnej w ówczesnym przyspieszonym tempie produkcji można było zapomnieć. Stąd przeróżne wersje malowania poszczególnych stref, a także rozbieżności w detalach i odcieniach kolorów pomykających niegdyś po naszych ulicach ogórków.

Górne partie karoserii były kremowe, niestety szybko ciemniały, szczególnie na zadaszeniu tylnej części pojazdu. Farby były tak słabej jakości, że po dwóch latach autobus nadawał się do odświeżenia, co też czyniono na T-4(dawnym T- 7) podmieniając często przy okazji detale na prostsze substytuty.

Przykład: na przełomie 1967 roku przyjechał z Jelcza na R-8 Łazienkowską - nowy autobus nr 199. Fragmentarycznie z resztą widoczny w filmie „Nie lubię poniedziałku”. Po niespełna dwóch latach przeszedł przez T-4 tracąc: obłe wywietrzniki dachowe, zewnętrzne naświetlenie sklepieniowe drzwi tylnych, zyskując nowe w kształcie trapezu wykonane z prostych blach; boczne podświetlone wgłębienie na tablicę kierunkową zastąpione zostało widełkami, niestety.

Poszła w niepamięć poręcz w dwóch tylnych oknach, oraz listwy na zderzakach. Przednie reflektory stały się wyłupiaste, ich źródłem została warszawa 223.

Szukanie oszczędności, chęć obniżenia kosztów remontów i napraw, unifikacja z innymi produkowanymi w tym okresie w Polsce modelami aut, spowodowało spore odstępstwa od wielu pierwotnych detali.

Później ginęły także kultowe zegary ze środka pulpitu kierowcy, symbole skody i jelcza, pogodne wycieraczki, światła obrysowe, zamieniane na światła od żuka lub po naprawach poza Warszawą na obrysówki od sana. Okrągłe lusterka wsteczne zastępowano podłużnymi. Z czasem przednie kierunkowskazy z mlecznych zmieniono na pomarańczowe.

Zmian tych dokonano naprawdę sporo. Ich przyczyny były rozmaite. Wytłumaczalne, bądź nie...

 ŚWIETLIK

alt Jelcz MEX272 #951 alt Jelcz MEX272 #248

 

Wszystkie autobusy typu jelcz kupione dla MZK miały z przodu świetlik na tablicę kierunkową. Tak był również napisany każdy kontrakt zamawiający autobusy z Jelcza po 1964 roku. Wcześniejsze opiewały na montaż świetlików z przodu i również z tyłu. Jak w prototypie kupionym od skody.

Niestety oszczędności, oraz barwna bikiniarska młodzież warszawska lat sześćdziesiątych demontująca tylne tablice i co popadło z tyłu pojazdu, zredukowała zamówienia na świetliki. Odtąd, czyli od 1965 roku autobusy z Jelcza w Warszawie miały wybrzuszenie w dachu tylko z przodu. To samo dotyczyło poręczy na tylnych oknach Jelczy... tam została jedynie montażowa blaszka. Do 1973 roku.

Tablice były oświetlane zawsze od dołu pojedynczymi żarówkami ustawionymi szeregowo. Każda z zajezdni była odrębna jeśli chodzi o znakowanie tablic.

Ostrobramska, Łazienkowska, Chełmska, Pożarowa, Woronicza zawsze pisały numer linii subtelnie – drobna czcionka w czerwonym przerywanym na cztery kole. W latach 1978-80 Woronicza używała bez ramki czarnych dużych cyfr w tablicach kierunkowych czołowych oraz bocznych. Natomiast Redutowa dawała czarne, prostokątne obwódki. Kilka lat później powstała Kleszczowa. Cyfry i litery były z lekka kwadratowe. Bez żadnych ramek. Nowatorstwem także były wprowadzone na Kleszczowej tablice z pleksi. Linia C, lub zastępcze Z wyglądały w tym wydaniu naprawdę imponująco. Była to w tych czasach duża innowacja. Wszystkie czcionki Kleszczowej zostały przystosowane do takiego wzoru, nawet tablice rejestracyjne i wszelkie napisy wewnątrz pojazdu. Było oryginalnie i nieczytelnie. Ale za to ładnie...

W 1973 roku rozpoczęły się remonty kapitalne niektórych jednostek charakteryzujące się dość znaczną ingerencją w strukturę pojazdów. Co najmniej dziesięć z remontowanych wtedy pojazdów utraciło przedni świetlik. Sztandarowe przykłady to 1226 i 2371.

Wyjątkiem była partia autobusów przysłana z Jelcza około 1965 roku. To zakres numerów 900-909. Pierwsza piątka nie posiadała w ogóle żadnych świetlików. Natomiast, co ciekawsze, nie wiem czy w ramach rekompensaty, czy też z racji wersji testowych, reszta pojazdów ponownie jak we wcześniejszych latach otrzymała po dwa świetliki...

Szczerze mówiąc, ogórki miejskie bez przedniego świetlika wyglądały po prostu dziwnie, a przegubowy 2371 był swoistym odmieńcem, na który polowały stada miłośników komunikacji. Był to jedyny AP 021 w warszawskim stadzie bez przedniej czapki. Miał kiedyś wojskowego koloru, wypłowiały szary przegub i pomidorowy lakier – spuściznę po T-4 (dawnym T-7). Ale na swój sposób był naprawdę piękny. Wewnątrz zamiast świetlika była listwa dzieląca przedni sufit autobusu na połowę. Jak w turystycznym. To był widok! Każdy chłopak chciał siedzieć obok kierowcy tego jelcza mimo, że było to dozwolone od 18-stu lat.

 

Najdłużej jeżdżącymi jelczami MEX272 z dwoma świetlikami były 251, 288, 821, 828, 909. Były one ze względu na wiek (rok produkcji 1963/64) swoistymi zabytkami, jak na te czasy.

Były piękne... Jeżdżące muzeum. Inne, no i okropnie zniszczone.

Stan tych autobusów był rzeczywiście niestety tragiczny. 253 ze względu na swoją kondycję poszedł od razu do Ośrodka Szkolenia Kierowców, natomiast 288 i 251 już w 1976 roku po kolejnym odświeżeniu straciły światła obrysowe w dachu, boczne wgłębienia na tablice kierunkowe i inne detale. Szpachla zajmowała większość karoserii, natomiast tragedia dotykała głównie pasażerów – miałem możliwość przejechania się na linii 168 numerem 251. Po rozwinięciu 60 km/h nastąpiło tak znaczne drganie podłogi, że należało stanąć na palcach, aby zneutrlalizować wibracje... Zęby można było stracić.

Miały pomidorowy, spłowiały lakier, jeszcze białe zderzaki bez listew ozdobnych, nie posiadały już żadnych ozdób w postaci znaków jelcza, czy skody, emblematów wewnątrz, zegara na pulpicie przednim, były po prostu gołe. Ale jeździły, bo ta seria miała pancerne silniki i wzmocnione ramy – podobno pierwotnie przeznaczone były dla Obrony Cywilnej. Przetrwały młodsze pokolenia często o pięć lat, pożywiając się ich częściami.                                          

Swoistym kuriozum były przegubowe ogórki składane na Włościańskiej z rozbitych turystycznych PKS-ów jako członów przednich i skód RTO jako doczep. Charakteryzowały się one czasami brakiem świetlika z przodu, i odziedziczonym po skodach MZA świetliku w tylnym członie pojazdu, co wyglądało wyjątkowo karykaturalnie.

ŚCIANA PRZEDNIA

Pierwsze Skody nad oknami przednimi posiadały listwę ozdobną. Kierunkowskazy boczne były zamocowane na identycznym poziomie jak kierunkowskazy przednie. W późnych latach siedemdziesiątych owalne szkła białe kierunkowskazów przednich zamieniono na pomarańczowe, następnie wykorzystywano kanciaste światła od jelcza PR110.

Reflektory były aerodynamicznie dopasowane do karoserii, dopiero później wykonano w ich miejscu (około 1971 roku) tubusowy podest, niestety umożliwiający adaptację reflektorów z Warszawy 223.

Początkowo numery linii miały mocowanie pod lewym (patrząc od przodu autobusu) światłem mijania, tuż nad zderzakiem, jednakże później przeniesiono je na maskę tuż pod szybą, około 1964 roku. Kwestia widoczności i znacznej korozji zbyt nisko umocowanych tablic.

Atrapa przednia w Skodach dołem dochodziła aż do zderzaka, później jednak w jelczach poprawiono jej proporcje i kończyła się ona około 10 cm wyżej. Niestety krata ta poprzez rozrzedzenie oczek dużo straciła na subtelności, aczkolwiek skrócenie jej wysokości poprawiło znacznie jej proporcje...

W 1976 roku z racji wystawy osiągnięć budownictwa i przemysłu na dawnym Placu Zwycięstwa, wystawiono przegub 2371 i solówkę 1366 z atrapą w postaci siatki Leduchowskiego pomalowanej na czarno, co na szczęście było jedynie incydentem. Widok był okrutny...

Wycieraczki przednie na samym początku były podobnym zewnętrznie mechanizmem jak w dzisiejszych Solarisach. Każda posiadała podwójne ramię i pionowe pióro. Po kilku latach wprowadzono innowację w postaci wycieraczki z pojedynczym ramieniem i piórem nałożonym od góry po dużym kątem do słupka środkowego – tzw. „zmarszczone brwi”. Później odwracano je, lub stosowano dwie prawe (np. Redutowa), wszystko z braku części i z chęci oszczędzania.

W 1977 roku pojawiły się podświetlenia tablic kierunkowych. Wytwór wykonany został w zakładzie na Włościańskiej, poprzez adaptację oryginalnego naświetla drzwi tylnych kasowanych autobusów, które osadzano na dwóch ramionach.

Zderzak przedni w pierwszych egzemplarzach był w kolorze czerwonym i posiadał aluminiowe listwy ozdobne z czerwonym dekoracyjnym pasem ze sztucznego tworzywa. Pierwsze halogeny wystające spod niego miały żółte francuskie halogenowe żarówki. Po 1963 roku na stan były przyjmowane autobusy z fabryki z białymi zderzakami pokrytymi listwami ozdobnymi jak powyżej.

Podczas remontów na Włościańskiej systematycznie wyzbywano się elementów dekoracyjnych, a więc i listew na zderzakach. Do 1976 roku wszystkie zderzaki malowano na kolor biały. Później każda z zajezdni alternatywnie stosowała swoje barwy. Nawet gdy po remoncie przyjeżdżał autobus z Włościańskiej, po kilku dniach uzyskiwał kolor macierzystej zajezdni. I tak Redutowa malowała zderzaki na kolor kawowy lub biały, Woronicza na kolor toffi, Pożarowa na kolor jasnobrązowy lub brązowy, Ostrobramska na kolor pomarańczowy, Kleszczowa na ciemnobrązowy lub biały. Dodam, że w latach 1967-74 Łazienkowska i Chełmska zawsze miały białe zderzaki, zaś Inflancka czerwone lub białe.

Z czasem znikały po doraźnych remontach lub wizytach w obecnym T-4 uszczelki atrapy chłodnicy (grilla), halogeny pod zderzakiem, emblematy Skody na wlewie do chłodnicy, znaczki jelcza na atrapie chłodnicy.

 

STRONA WEJŚCIOWA (LEWY BOK POJAZDU)

alt Jelcz MEX272 #120

Trudne to pojęcie ze względu na mnogość rozwiązań. Natomiast według obserwacji wygląda to następująco:

Pierwsze autobusy miały mocowanie tablicy bocznej a la Chausson, czyli tablica 10 cm wysokości na 60 cm długości w przykręconych widełkach.

Z resztą po obu stronach pojazdu. Modernizację w postaci wklęsłej i podświetlonej od góry zagłębionej niszy z czterema fasolkowymi zaczepami na tablicę wprowadził w 1964 Jelcz. Natomiast swoją modernizację w postaci widełek osadzonych na prostej blasze wykonały zakłady na Włościańskiej. Zdarzało się to już po 1968 roku. Było taniej i prościej. A czy ładniej – ogórki z wsuwaną tablicą boczną odpowiednio wpisały się w pejzaż Warszawy i były swoistym ewenementem w skali kraju.

Podświetlenie drzwi tylnych początkowo było wykonane w obłej rynience stanowiącej połowę ich szerokości. Zakład na Włościańskiej po 1975 roku wykonał substytut. Była to kanciasta listwa przebiegająca przez cała szerokość drzwi tylnych. 1244 był jednym z pierwszych egzemplarzy udekorowanych w ten sposób.

 

 

TYŁ POJAZDU

alt Skoda 706RT0 #641

Pierwsze Jelcze miały od razu zderzak dwudzielny (Skoda miała z tyłu identyczny zderzak jak z przodu) . Był on zawsze kremowy z listwą ozdobną. Tylko pierwsze autokary turystyczne Orbisu z przeszklonymi zakolami dachu miały niebieskie zderzaki jak Morze Czarne. PKS-y malowano podobnie.

Pomiędzy tylnymi zderzakami znajdowało się wyjście do podłączenia przyczepy P-01. Naspawano prostokątna blachę z otworem okrągłym rozmieszczonym symetrycznie, oraz otworami technicznymi.

Pierwsze pojazdy miały z tyłu świetlik identyczny z przednim. Niestety nigdy nie był on wykorzystywany. Po 1968 roku wszystkie autobusy warszawskie miały już tylko świetlik z przodu. Najdłużej funkcjonujące dwu świetlikowce to 251, 288, 821 ( do 1979 roku). 20 lat dla ogórka w tamtych czasach było wyczynem nie lada.

Po 1972 roku wmontowywano z tyłu pojazdu w okolicy lewego światła tylnego pod klapką maskującą gniazdo zasilania. Ładowano nim autobusy w szczególe w zimie.

Klapa tylna posiadała zamknięcie motylkowe przejęte bezpośrednio od Warszawy 223.

Naświetle tablic rejestracyjnych było obłe i chromowane. Po 1977 roku stosowano kanciaste, te do dziś występujące w kwadratach.

Światła tylne na początku w skodach były dzielone jedynie na dwie części – górną pomarańczową kierunkową i dolną czerwoną. W jelczach już zastosowano zestaw trójdzielny, ale całościowo w tej samej formie. Natomiast w jelczach remontowanych w końcu lat 60-tych, szczególnie w AP02, stosowano po trzy światła okrągłe na skrzydle tyłu pojazdu. Po 1976 roku zaczęto fabrycznie montować światła o konfiguracji 1-1-1, odpowiednio: koło – prostokąt – koło w układzie pionowym skrzydła.

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com

Poprawiony (poniedziałek, 12 sierpnia 2019 20:37)